Wielu przedsiębiorców żyje w ukrytym lęku: „Jeśli odpuszczę choć na chwilę, stracę wszystko, co zbudowałem”. To nie jest ambicja. To pułapka, o której mówiłam ostatnio do 120 osób w Warszawskiej Grupie Biznesowej. Dlaczego wciąż biegniemy na czerwonym polu?
„Jeśli odpuszczę, to stracę wszystko, na co dotychczas pracowałem…”
Takie słowa usłyszałam wczoraj od Klienta podczas konsultacji wstępnej przed hipnozą. Siedział naprzeciwko mnie człowiek, który z perspektywy obserwatora „ma wszystko”. Ma firmę, ma zespół, ma wyniki. A jednak w jego głosie słychać było autentyczne przerażenie, jakby cały ten gmach jego sukcesu był zbudowany z kart, a on musiał wstrzymywać oddech, żeby go nie zdmuchnąć.
Uśmiechnęłam się gorzko, bo niemal identyczne zdanie przytoczyłam w poniedziałek do ponad 120 uczestników wydarzenia Warszawska Grupa Biznesowa.
Mówiłam o tym, z czym mierzy się współczesny biznes.
O obawach, które towarzyszą przedsiębiorcom, ale też osobom na etacie, które konsekwentnie wspinają się po szczeblach kariery. O tym niewidzialnym bagażu, który wnosimy do biura każdego ranka.
Wiele osób żyje z lękiem, że kiedy pozwolą sobie zwolnić i odpuścić, stracą wszystko, na co tak ciężko pracowały. Wierzą, że ich sukces nie wynika z ich kompetencji, wiedzy czy inteligencji, ale wyłącznie z permanentnego stanu napięcia.
I wtedy zaczyna się mechanizm, który widzę bardzo często.
Pułapka „Biegu na Czerwonym Polu”
Ten mechanizm to nic innego jak wewnętrzne przekonanie, że bezpieczeństwo jest tożsame z kontrolą. Kiedy prowadzisz firmę lub zarządzasz dużym projektem, Twój mózg adaptuje się do wysokiego poziomu kortyzolu. Z czasem przestajesz rozróżniać „zdrową mobilizację” od „trybu przetrwania”.
Zaczynasz wierzyć w niebezpieczne kłamstwo: „Jestem tu, gdzie jestem, tylko dlatego, że nigdy nie przestałem biec”.
A skoro tak, to każdy moment zatrzymania – wakacje, choroba, chwila refleksji, czy nawet delegowanie zadań – jawi się jako śmiertelne zagrożenie. Pojawia się irracjonalna myśl, że gdy tylko zamkniesz oczy, konkurencja Cię zmieści, zespół przestanie pracować, a klienci zapomną o Twoim istnieniu.
To stan, w którym nie Ty posiadasz biznes, ale biznes posiada Ciebie.
Iluzja Szklanego Fundamentu
Pracując z liderami na fotelu do hipnozy, często odkrywamy, że pod tym lękiem kryje się głębokie poczucie, że fundamenty ich sukcesu są „szklane”.
W psychologii biznesu nazywamy to często rozszerzonym syndromem oszusta. Człowiek sukcesu myśli: „Udało mi się, bo miałem szczęście i bardzo ciężko harowałem. Ale jeśli przestanę harować, to szczęście się skończy i wszyscy zobaczą, że tak naprawdę nie wiem, co robię”.
To potworne obciążenie. To tak, jakbyś prowadził luksusowy samochód z prędkością 200 km/h, bojąc się, że jeśli zwolnisz do 100 km/h, silnik po prostu wybuchnie. Ale prawda jest taka, że to Ty jesteś silnikiem. I to Ty się przegrzewasz.
Co się dzieje, gdy nie potrafisz puścić steru?
Konsekwencje tego mechanizmu są widoczne gołym okiem, choć w świecie biznesu często próbuje się je pudrować etykietą „ambicji”:
Decyzyjny paraliż: Boisz się podejmować ryzyko, bo każdy błąd postrzegasz jako koniec świata.
Mikrozarządzanie: Nie ufasz ludziom, bo podświadomie czujesz, że nikt nie dopilnuje spraw tak „rozpaczliwie” jak Ty.
Cena osobista: Twoje relacje, zdrowie i spokój stają się walutą, którą płacisz za utrzymanie iluzji kontroli.
Podczas spotkania z Warszawską Grupą Biznesową widziałam w oczach wielu osób to samo: ulgę, że ktoś to nazwał po imieniu. Bo lęk przed „utratą wszystkiego” w przypadku odpuszczenia jest lękiem samotnym. Rzadko mówi się o nim na networkingowych kawach.
Dlaczego hipnoza zmienia reguły gry?
Problem z tym lękiem polega na tym, że on nie jest logiczny. Możesz mieć na koncie miliony, możesz mieć dziesiątki certyfikatów i lat doświadczenia – a Twój układ nerwowy i tak będzie wysyłał sygnał: „Uciekaj albo walcz!”.
Dlatego sama analiza logiczna rzadko pomaga. Tu trzeba zejść głębiej.
W hipnozie pracujemy nad tym, aby Twoja podświadomość zrozumiała, że Twoje zasoby są trwałe. Twoja wiedza nie wyparuje. Twoje relacje biznesowe nie znikną w jeden weekend. Twoja zdolność do zarabiania pieniędzy i rozwiązywania problemów jest częścią Ciebie, a nie funkcją Twojego zmęczenia.
Uczymy umysł odróżniać „pracę” od „walki o życie”. Dopiero gdy poczujesz to bezpieczeństwo na poziomie podświadomym, będziesz mógł naprawdę zacząć skalować biznes – bo przestaniesz być jego najsłabszym ogniwem.
Pytanie, które warto sobie zadać
Zatrzymaj się na chwilę. Jeśli czujesz, że ten tekst jest o Tobie, zadaj sobie jedno, bardzo niewygodne pytanie:
„Czy ja naprawdę boję się, że stracę wszystko, czy może po prostu nie wiem, kim będę, gdy przestanę być wiecznie zajęty?”
Często uciekamy w działanie, bo boimy się ciszy, w której musielibyśmy zapytać siebie o sens tego biegu. Ale prawdziwa siła nie płynie z braku odpoczynku. Prawdziwa siła płynie z wiedzy, że możesz się zatrzymać, rozejrzeć i ruszyć dalej wtedy, kiedy Ty o tym zdecydujesz.
Twoje imperium – to duże i to małe – nie stoi na Twoim lęku. Ono stoi na Twojej odwadze. A najwyższą formą odwagi jest czasem pozwolenie sobie na to, by po prostu odpuścić.
Co by się stało, gdybyś jutro pozwolił sobie na 10% mniej kontroli? Czy świat naprawdę by się zatrzymał?
A może dopiero wtedy zacząłby się kręcić we właściwą stronę?
Zapisz się już teraz nasz nowy warsztat!